Typowa niemiecka tandeta
Dalmierz
optyczny Certos (w pełnym brzmieniu - Certos Entfernungsmesser)
produkowany był od 1961 roku przez posiadające długą tradycję
drezdeńskie zakłady Certo, znane między innymi z aparatów
mieszkowych Dollina czy Durata. Certos dostępny był w kilku
wersjach (A, B, C, D i N) różniących się rozwiązaniem stopki
służącej do mocowania dalmierza na aparacie. Nie sposób też nie
dostrzec łudzącego podobieństwa pomiędzy Certosem a radzieckim
dalmierzem Smiena…
Baza
dalmierza wynosi 51 mm, zakres pomiaru od 0,9 m (rzadziej od 1 m) do
nieskończoności, największa oznaczona na skali odległość to 10
m.
Certos robi
z zewnątrz niezwykle pozytywne wrażenie - konstrukcja jest metalowa
i solidna. Dalmierz obsługuje się obracając wygodne, duże
pokrętło umieszczone na górze korpusu, otaczające skalę
odległości - pomiar wskazywany jest na niej poprzez kropkę
położoną na pokrętle (niestety bardzo malutką). Warto zwrócić
uwagę, że dzięki takiemu rozwiązaniu Certos jest niezwykle łatwy
w kalibracji - w razie potrzeby wystarczy poluzować śrubę i
obrócić skalę w położenie odpowiednie dla rzeczywistej
zmierzonej odległości. Oba okienka i okular wizjera umieszczone są
dość głęboko w obudowie, co jako tako je chroni, ale i są trudne
do czyszczenia.
Certos Modell A, widok z tyłu |
Niestety,
dobre wrażenie zewnętrzne natychmiast pryska po spojrzeniu w
wizjer. Obraz ma różny kolor, w zależności od egzemplarza - a to
żółty, a to fioletowy, plamka dalmierza jest spora, prostokątna,
raz bezbarwna, raz zielona. Jakość obrazu jest jednak fatalna -
kontrast jest niski, ostrość taka sobie, ale co gorsza bardzo źle
widać odbicie okienka dalmierza... Szczerze mówiąc, nie widać go
prawie wcale. Nie wiem, może miałem pecha i widziałem same Certosy
ze spełzłymi ze starości lustrami (chociaż kilka opinii, które
znalazłem w sieci na temat tego modelu raczej dalekich było od
zachwytu), ale dalmierz ten nadaje się praktycznie tylko do pomiaru
na motywach o wysokim kontraście, ciemne obiekty na jasnym tle,
gałęzie na tle nieba itp., ewentualnie obiekty o silnym
światłocieniu od bezpośredniego świata słonecznego. W półmroku
okienka dalmierza nie widać po prostu wcale. Winę ponosi tu za mały
współczynnik odbicia w lustrze półprzepuszczalnym, przez co obraz
z okienka wizjera jest zbyt jasny w stosunku do dalmierza. Można
temu zaradzić na dwa sposoby - bądź to idealistycznie zmieniając
lustro, bądź też po prostu umieszczając w przednim okienku
wizjera jakikolwiek filtr ograniczający jego jasność 4 do 8 razy.
Wizjer wprawdzie ściemnieje (acz będzie jeszcze całkowicie
użyteczny), ale wreszcie można zobaczyć relatywnie teraz
jaśniejsze okienko dalmierza.
Co ciekawe, Certos produkowany był w kilku wersjach, przeznaczonych do różnego rodzaju aparatów i różniących się w związku z tym mocowaniem:
Co ciekawe, Certos produkowany był w kilku wersjach, przeznaczonych do różnego rodzaju aparatów i różniących się w związku z tym mocowaniem:
- Stopka dalmierza Certos Modell A (pokazany na zdjęciach powyżej), stworzonego do aparatów Welta i Altissa, umieszczona została na prawym skraju obudowy, przez co nie powoduje to (w przeciwieństwie do np. Blika) problemów z obsługą elementów sterujących aparatu zlokalizowanych niedaleko na prawo od szyny na akcesoria, jednak dalmierz może w ten sposób wystawać na lewo od korpusu aparatu (zwłaszcza na aparatach z szynami do osprzętu zlokalizowanymi z lewej strony), utrudniając np. używanie paska nośnego.
- Modell B, dopasowany do Beltiki II, posiada identycznie umieszczoną stopkę, ale, w odróżnieniu od modelu A, bardzo niską, tak że dalmierz praktycznie leży na aparacie.
- Modell C, wyposażony w podobnie niską stopkę umieszczoną z lewej strony korpusu, przeznaczony jest do aparatu Durata II.
- Modell D z kolei (zdjęcie poniżej), poprzez swe prostopadłe umieszczenie względem aparatu nie powoduje żadnych z nim kolizji, nie utrudnia także przyłożenia oka do celownika. Jak dla mnie jest to, mimo że dalmierz znacznie jednak zwiększa wysokość aparatu, chyba najbardziej optymalny sposób jego montażu.
- I wreszcie Modell N w ogóle nie posiada stopki do mocowania na aparacie.
![]() |
Certos Modell D |
W zasadzie
trudno mi wydać o Certosie jednoznaczną opinię - jest na pewno
solidnie wykonany i bardzo wygodny w obsłudze, a także precyzyjnie
wskazuje odległość. I nawet niezły obiekt kolekcjonerski. Tym
niemniej, o ile nie miałem pecha, jego użyteczność jako
praktyczny dalmierz jest częstokroć wątpliwa ze względu na
fatalny wizjer. Wydaje mi się więc, że nie ma co ryzykować kupno
Certosa w ciemno, bez osobistego sprawdzenia konkretnego egzemplarza.
Zalety:
+ solidna
budowa.
+ wygodna
obsługa i precyzyjny pomiar.
+ łatwość
kalibracji.
+ dostępne
różne wersje montażu.
Wady:
- fatalna
czytelność wizjera, czasem czyniąca dalmierz bezużytecznym.
Być może ta spełzła plamka dalmierza to kwestia wieku - tem element optyki nie starzeje się z godnością niestety. Mam kilka Viogtlanderów CLR, wsztystko śmiga tylko dalmierze szwankują. Rownież zbyt jasny wizjer powodyje słabą widoczność plamki, dlatego np w FED - ach ludzie radzieccy przezorne uczynili wizjer małym i ciemnym, o zabarwieniu błękitnym. Plamka jest tam doskonale widoczna do dzisiaj. Podobnie w dalmierzu Blik który jest moim faworytem :) Godne wspomnienia są również konstrukcje Telex i Voigtlander. A recenzja wnikliwa. Pozdrawiam,
OdpowiedzUsuńkupiłem niedawno certosa za 17 zł (czyli zlekceważyłem radę z końcówki posta, ale za 17 zł można było). Okazało się, że problemem (przynajmniej w moim przypadku) nie było lustro półprzepuszczalne (które jest w doskonałej kondycji i funkcjonuje prawidłowo) a lustro z prawej strony, to całkowicie odbijające światło - było praktycznie całkiem pozbawione powłoki. Stanąłem zatem na rozdrożu - albo napylać bądź chemicznie nakładać nową powłokę na stare lustro, albo zamówić nowe. Tylko skąd? Ostatecznie zagrałem hazardowo i znów, ryzykując tym razem około 15 złotych (10 wysyłka, 5 lustro) zamówiłem płytkę lustrzaną 2mm z plexi (10x10cm). Płytkę dociąłem na wymiary lustra z Certosa (18x7mm). Samo lustro okazało się świetnej jakości i drastycznie poprawiło jakość obrazu (obecnie można w ciemnym pokoju jesiennym popołudniem bez problemu operować dalmierzem), mimo, że jest to powłoka naklejona na kawałek idealnie przezroczystej plexi. No właśnie, naklejona. Od tyłu, a jak wiadomo, większość luster fotograficznych (w tym to) ma tzw. front reflective surface, odbija pierwszą, przednią a nie tylną powierzchnią. Zatem wszystko super, ale lustro odsunęło się o ok. 2 mm (a rzeczywiście o około 2x~1.4 mm). Jako, że koszta całej zabawy zaczynały niebezpiecznie zbliżać się do kwot kilkudziesięciozłotowych (na razie było jednak kilkadzieści) uznałem, że nie będę bawić się w roztwory chemiczne i robienie lustra na nowo, a spróbuję wyregulować dalmierz w takiej konfiguracji. Jednocześnie obracając płytkę na pokrętle oraz korygując pewne odchyłki śrubą zderzakową ramienia ruchomego wewnątrz dalmierza finalnie osiągnąłem odpowiednie nastawy, z odchyłkami tak naprawdę bez znaczenia biorąc pod uwagę fakt istnienia głębi ostrości (i tego że używać dalmierza planuję nie z obiektywem 400mm f/0.95 tylko z 50tką f/3.5. Składając dalmierz obróciłem podstawę dalmierza (tym samym zmieniając model A w model B) i tak oto mam elegancki sprzęt do mojej Retiny 1a.
OdpowiedzUsuńBardzo wartościowy wpis - dziękuję!
Usuń