niedziela, 17 września 2017

Certo Certos

czyli

Typowa niemiecka tandeta

Dalmierz optyczny Certos (w pełnym brzmieniu - Certos Entfernungsmesser) produkowany był od 1961 roku przez posiadające długą tradycję drezdeńskie zakłady Certo, znane między innymi z aparatów mieszkowych Dollina czy Durata. Certos dostępny był w kilku wersjach (A, B, C, D i N) różniących się rozwiązaniem stopki służącej do mocowania dalmierza na aparacie. Nie sposób też nie dostrzec łudzącego podobieństwa pomiędzy Certosem a radzieckim dalmierzem Smiena…

Certos Modell A

Baza dalmierza wynosi 51 mm, zakres pomiaru od 0,9 m (rzadziej od 1 m) do nieskończoności, największa oznaczona na skali odległość to 10 m.
Certos robi z zewnątrz niezwykle pozytywne wrażenie - konstrukcja jest metalowa i solidna. Dalmierz obsługuje się obracając wygodne, duże pokrętło umieszczone na górze korpusu, otaczające skalę odległości - pomiar wskazywany jest na niej poprzez kropkę położoną na pokrętle (niestety bardzo malutką). Warto zwrócić uwagę, że dzięki takiemu rozwiązaniu Certos jest niezwykle łatwy w kalibracji - w razie potrzeby wystarczy poluzować śrubę i obrócić skalę w położenie odpowiednie dla rzeczywistej zmierzonej odległości. Oba okienka i okular wizjera umieszczone są dość głęboko w obudowie, co jako tako je chroni, ale i są trudne do czyszczenia.

Certos Modell A, widok z tyłu

Niestety, dobre wrażenie zewnętrzne natychmiast pryska po spojrzeniu w wizjer. Obraz ma różny kolor, w zależności od egzemplarza - a to żółty, a to fioletowy, plamka dalmierza jest spora, prostokątna, raz bezbarwna, raz zielona. Jakość obrazu jest jednak fatalna - kontrast jest niski, ostrość taka sobie, ale co gorsza bardzo źle widać odbicie okienka dalmierza... Szczerze mówiąc, nie widać go prawie wcale. Nie wiem, może miałem pecha i widziałem same Certosy ze spełzłymi ze starości lustrami (chociaż kilka opinii, które znalazłem w sieci na temat tego modelu raczej dalekich było od zachwytu), ale dalmierz ten nadaje się praktycznie tylko do pomiaru na motywach o wysokim kontraście, ciemne obiekty na jasnym tle, gałęzie na tle nieba itp., ewentualnie obiekty o silnym światłocieniu od bezpośredniego świata słonecznego. W półmroku okienka dalmierza nie widać po prostu wcale. Winę ponosi tu za mały współczynnik odbicia w lustrze półprzepuszczalnym, przez co obraz z okienka wizjera jest zbyt jasny w stosunku do dalmierza. Można temu zaradzić na dwa sposoby - bądź to idealistycznie zmieniając lustro, bądź też po prostu umieszczając w przednim okienku wizjera jakikolwiek filtr ograniczający jego jasność 4 do 8 razy. Wizjer wprawdzie ściemnieje (acz będzie jeszcze całkowicie użyteczny), ale wreszcie można zobaczyć relatywnie teraz jaśniejsze okienko dalmierza.

Co ciekawe, Certos produkowany był w kilku wersjach, przeznaczonych do różnego rodzaju aparatów i różniących się w związku z tym mocowaniem:
  • Stopka dalmierza Certos Modell A (pokazany na zdjęciach powyżej), stworzonego do aparatów Welta i Altissa, umieszczona została na prawym skraju obudowy, przez co nie powoduje to (w przeciwieństwie do np. Blika) problemów z obsługą elementów sterujących aparatu zlokalizowanych niedaleko na prawo od szyny na akcesoria, jednak dalmierz może w ten sposób wystawać na lewo od korpusu aparatu (zwłaszcza na aparatach z szynami do osprzętu zlokalizowanymi z lewej strony), utrudniając np. używanie paska nośnego.
  • Modell B, dopasowany do Beltiki II, posiada identycznie umieszczoną stopkę, ale, w odróżnieniu od modelu A, bardzo niską, tak że dalmierz praktycznie leży na aparacie.
  • Modell C, wyposażony w podobnie niską stopkę umieszczoną z lewej strony korpusu, przeznaczony jest do aparatu Durata II.
  • Modell D z kolei (zdjęcie poniżej), poprzez swe prostopadłe umieszczenie względem aparatu nie powoduje żadnych z nim kolizji, nie utrudnia także przyłożenia oka do celownika. Jak dla mnie jest to, mimo że dalmierz znacznie jednak zwiększa wysokość aparatu, chyba najbardziej optymalny sposób jego montażu.
  • I wreszcie Modell N w ogóle nie posiada stopki do mocowania na aparacie.

Certos Modell D

W zasadzie trudno mi wydać o Certosie jednoznaczną opinię - jest na pewno solidnie wykonany i bardzo wygodny w obsłudze, a także precyzyjnie wskazuje odległość. I nawet niezły obiekt kolekcjonerski. Tym niemniej, o ile nie miałem pecha, jego użyteczność jako praktyczny dalmierz jest częstokroć wątpliwa ze względu na fatalny wizjer. Wydaje mi się więc, że nie ma co ryzykować kupno Certosa w ciemno, bez osobistego sprawdzenia konkretnego egzemplarza.


Zalety:
+ solidna budowa.
+ wygodna obsługa i precyzyjny pomiar.
+ łatwość kalibracji.
+ dostępne różne wersje montażu.

Wady:
- fatalna czytelność wizjera, czasem czyniąca dalmierz bezużytecznym.

3 komentarze:

  1. Być może ta spełzła plamka dalmierza to kwestia wieku - tem element optyki nie starzeje się z godnością niestety. Mam kilka Viogtlanderów CLR, wsztystko śmiga tylko dalmierze szwankują. Rownież zbyt jasny wizjer powodyje słabą widoczność plamki, dlatego np w FED - ach ludzie radzieccy przezorne uczynili wizjer małym i ciemnym, o zabarwieniu błękitnym. Plamka jest tam doskonale widoczna do dzisiaj. Podobnie w dalmierzu Blik który jest moim faworytem :) Godne wspomnienia są również konstrukcje Telex i Voigtlander. A recenzja wnikliwa. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  2. kupiłem niedawno certosa za 17 zł (czyli zlekceważyłem radę z końcówki posta, ale za 17 zł można było). Okazało się, że problemem (przynajmniej w moim przypadku) nie było lustro półprzepuszczalne (które jest w doskonałej kondycji i funkcjonuje prawidłowo) a lustro z prawej strony, to całkowicie odbijające światło - było praktycznie całkiem pozbawione powłoki. Stanąłem zatem na rozdrożu - albo napylać bądź chemicznie nakładać nową powłokę na stare lustro, albo zamówić nowe. Tylko skąd? Ostatecznie zagrałem hazardowo i znów, ryzykując tym razem około 15 złotych (10 wysyłka, 5 lustro) zamówiłem płytkę lustrzaną 2mm z plexi (10x10cm). Płytkę dociąłem na wymiary lustra z Certosa (18x7mm). Samo lustro okazało się świetnej jakości i drastycznie poprawiło jakość obrazu (obecnie można w ciemnym pokoju jesiennym popołudniem bez problemu operować dalmierzem), mimo, że jest to powłoka naklejona na kawałek idealnie przezroczystej plexi. No właśnie, naklejona. Od tyłu, a jak wiadomo, większość luster fotograficznych (w tym to) ma tzw. front reflective surface, odbija pierwszą, przednią a nie tylną powierzchnią. Zatem wszystko super, ale lustro odsunęło się o ok. 2 mm (a rzeczywiście o około 2x~1.4 mm). Jako, że koszta całej zabawy zaczynały niebezpiecznie zbliżać się do kwot kilkudziesięciozłotowych (na razie było jednak kilkadzieści) uznałem, że nie będę bawić się w roztwory chemiczne i robienie lustra na nowo, a spróbuję wyregulować dalmierz w takiej konfiguracji. Jednocześnie obracając płytkę na pokrętle oraz korygując pewne odchyłki śrubą zderzakową ramienia ruchomego wewnątrz dalmierza finalnie osiągnąłem odpowiednie nastawy, z odchyłkami tak naprawdę bez znaczenia biorąc pod uwagę fakt istnienia głębi ostrości (i tego że używać dalmierza planuję nie z obiektywem 400mm f/0.95 tylko z 50tką f/3.5. Składając dalmierz obróciłem podstawę dalmierza (tym samym zmieniając model A w model B) i tak oto mam elegancki sprzęt do mojej Retiny 1a.

    OdpowiedzUsuń